Kamil Stoch: Przeżyjmy to jeszcze raz! – W drodze po drugi tytuł mistrza Turnieju Czterech Skoczni (Innsbruck, 2018)

przez Aleksandra Cyrulińska

Czas na trzeci przystanek 74. Turnieju Czterech Skoczni! Będzie nim tradycyjnie skocznia Bergisel. Bardzo dobre wspomnienia z tym obiektem ma Kamil Stoch, który zwyciężał tam 2 razy. Triumfy Polaka w Innsbrucku za każdym razem były potwierdzeniem jego znakomitej formy. Cofnijmy się na chwilę do pamiętnego sezonu 2017/18 i dominacji polskiego mistrza w walce o Złotego Orła.

ZOBACZ TEŻ: KAMIL STOCH: PRZEŻYJMY TO JESZCZE RAZ! – HISTORYCZNE ZWYCIĘSTWO W KONKURSIE NOWOROCZNYM (GARMISCH-PARTENKIRCHEN, 2018)

Początek najlepszego sezonu w karierze

Inauguracja sezonu 2017/18 miała miejsce w Wiśle. Na polskiej ziemi dwukrotnie 2. miejsce zajął Kamil Stoch. W pierwszy dzień było to w zawodach drużynowych, natomiast w drugi w indywidualnych. Już sam start sezonu był zatem dla polskiego mistrza niezwykle udany. Kolejne 3 weekendy skoczek z Zębu zakończył bez indywidualnego podium. Przed rozpoczęciem Turnieju Czterech Skoczni odnotował jednak świetny występ w Engelbergu, dwukrotnie meldując się w czołowej trójce.

Wystartował prestiżowy turniej. Stoch bronił tytułu. W roli faworyta przystępował do rywalizacji ówczesny lider Pucharu Świata-Richard Freitag. To on miał być głównym konkurentem dla Kamila Stocha i swojego kolegi z reprezentacji, wówczas wicelidera cyklu, Andreasa Wellingera w walce o Złotego Orła.

Pierwszy konkurs turnieju zakończył się zwycięstwem lidera polskiej reprezentacji. Tuż za nim znaleźli się właśnie Freitag, a także Dawid Kubacki. Drugie zawody, ponownie padły łupem triumfatora Kryształowej Kuli z sezonu 2013/14. Wspomniany Freitag, największa nadzieja Niemców na zdobycie tytułu, po raz kolejny uplasował się bezpośrednio za Polakiem. 3. był tym razem Norweg Anders Fannemel. Na półmetku walki o Złotego Orła plastron lidera turnieju nosił zatem oczywiście Kamil Stoch. Kibice już zacierali sobie ręce na rywalizację Polaka i Niemca w kolejnych dwóch konkursach w Austrii.

Kamil Stoch, fot. Małgorzata Mikulska

Upadek Freitaga i przewaga po pierwszej serii

4 stycznia 2018 roku-pora na kolejne zawody w ramach Turnieju Czterech Skoczni. 2. w dzień wcześniej rozegranych kwalifikacjach Kamil Stoch w pierwszej serii miał zmierzyć się w parze z Markusem Schiffnerem.

Rozpoczęły się zawody. Jury ustawiło platformę startową na 8. poziomie. Podczas pierwszej odsłony zmagań miało miejsce kilka przerw. Warunki były niekorzystne, niestabilne. Występom zawodników towarzyszyły także opady deszczu. W połowie pierwszej serii świetny 133-metrowy skok oddał Andreas Wellinger. Niemiec przez długi czas utrzymywał się na pozycji lidera. Nieco później, po obniżeniu rozbiegu o jeden stopień, zdołał wyprzedzić go Słoweniec Jernej Damian. W szerokiej czołówce znajdowali się wówczas również Maciej Kot i Piotr Żyła, którzy okazali się najlepszymi lucky looserami w całym konkursie.

W kolejnych minutach na prowadzenie wyszli ex aequo Daniel Andre Tande oraz Markus Eisenbichler. Słabsze występy odnotowali natomiast świetni w kwalifikacjach Stefan Kraft i Dawid Kubacki. Przyszedł czas na występ najgroźniejszego rywala skoczka z Zębu. Na belce zasiadł Richard Freitag. Poleciał daleko, osiągnął 130 metrów i… zaliczył upadek! Noty za styl od sędziów dla lidera Pucharu Świata wynosiły zaledwie po 10 lub 11 punktów. Mimo awansu do drugiej rundy, wywrotka najprawdopodobniej kosztowała Niemca utratę szans na walkę o Złotego Orła.

U góry pozostawał w dalszym ciągu Kamil Stoch. Polak ruszył z obniżonej do 6. poziomu belki startowej i oddał fenomenalny, 130-metrowy skok! Wyprzedził tym samym prowadzących wówczas Tande i Eisenbichlera o 8.1 punktu. Polscy kibice głęboko wierzyli w kolejne zwycięstwo mistrza świata z Predazzo.

ZOBACZ TEŻ: KAMIL STOCH PRZEŻYJMY TO JESZCZE RAZ! – TYTUŁ OBRONIONY PO MISTRZOWSKU (OBERSTDORF 2017)

Maciej Kot, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Kamil Stoch, zródło: Berkutschi.com

Przypieczętowanie kolejnego triumfu

Rozbieg ustawiony na 6. stopniu, warunki wciąż niesprzyjające. Rozpoczęła się druga seria zmagań na Bergisel. Nie przystąpił do niej Richard Freitag, który po swojej próbie w pierwszej rundzie zaliczył upadek. Po skokach dwudziestu zawodników na czele znalazł się Andreas Stjernen. Prowadzący Norweg oddał bardzo dobry 125-metrowy skok i był w rezultacie o krok od awansu do najlepszej dziesiątki konkursu.

Stjernena zdołał wyprzedzić dopiero atakujący z 5. pozycji Andreas Wellinger. 126-metrowa próba Niemca pozwalała mu poważnie myśleć o zajęciu miejsca na podium. Startujący po nim Jernej Damian zaliczył spadek o dwie lokaty. U góry pozostało zatem tylko trzech skoczków — Tande, Eisenbichler i oczywiście Stoch.

Ruszył pierwszy z nich. Norweg osiągnął 125 metrów i objął tym samym prowadzenie! Z trudnymi warunkami nie poradził sobie jednak prezentujący się tuż po nim Niemiec. Eisenbichler uzyskał jedynie 117 metrów i stracił szansę na miejsce w czołowej trójce. Wszyscy czekali już tylko na występ polskiego mistrza.

Polak stał przed szansą na pierwszy triumf w Innsbrucku w karierze. Ruszył. Nienaganna sylwetka, wysoki pułap lotu i… osiągnął 128.5 metra! Próba oddana w znakomitym stylu oraz niesprzyjających warunkach nie pozostawiała żadnych wątpliwości, że mistrz olimpijski z Soczi po raz kolejny zwycięży zawody. Drugiego Daniela Andre Tande wyprzedził ostatecznie aż o 14.5 punktu! Niezwykle wzrosła również jego przewaga nad drugim w turnieju Wellingerem. Polski mistrz znów znokautował rywali. W dodatku miał już na koncie wygraną w Oberstdorfie oraz w Garmisch-Partenkirchen. Dawało mu to ogromne szanse na zostanie legendą niemiecko-austriackiego cyklu — mógł zwyciężyć we wszystkich czterech konkursach jednej edycji Turnieju Czterech Skoczni.

Daniel Andre Tande, Kamil Stoch, Andreas Wellinger, źródło: Berkutschi.com

ZOBACZ WYNIKI KONKURSU

Swojego zawodnika po konkursie wychwalał w wywiadzie z Telewizją Polską trener reprezentacji, Stefan Horngacher. Austriacki szkoleniowiec wyraził swoją dumę z występu polskiego mistrza takimi słowami:

„Forma Kamila stale rośnie. Dziś skakał nawet lepiej niż w Garmisch-Partenkirchen. Mimo bardzo trudnych warunków zaprezentował się wyśmienicie”.

Po zawodach wywiadu dla TVP udzielił także sam Kamil Stoch:

„Jestem bardzo zadowolony z konkursu, z tego, jaką pracę dziś wykonałem. Przede wszystkim dziękuję trenerom, całemu sztabowi szkoleniowemu za świetną organizację, za pomoc w przygotowaniu nas do każdego konkursu”.

Podsumowanie

Pierwszy w karierze skoczka z Zębu triumf na Bergisel był ogromną radością dla całej polskiej drużyny oraz jej kibiców. Konkurs w Innsbrucku był poza tym przełomowy dla ostatecznych wyników 66. edycji Turnieju Czterech Skoczni. Upadek i 30. miejsce Freitaga wykluczyły go z walki o zwycięstwo. Mimo tego przykrego wydarzenia, po raz kolejny cały świat skoków narciarskich przekonał się, w jak wybitnej formie był wówczas Kamil Stoch. Nad 2. w klasyfikacji całego turnieju Andreasem Wellingerem po zmaganiach w Innsbrucku miał dokładnie 64.5 punktu przewagi. Obrona tytułu sprzed roku wydawała się zatem jedynie formalnością.

Wszyscy zadawali sobie jednak jedno pytanie — czy Kamil zdoła triumfować we wszystkich czterech konkursach niczym przed laty Sven Hannawald? Jak się później okazało, polski mistrz tego dokonał i na zawsze zapisał się na kartach historii.

Na zakończenie zapraszamy na nasze media społecznościowe – Facebook, InstagramTikTok oraz Twitter.

Ponadto zachęcamy do wsparcia naszej strony za pośrednictwem Suppi.

Źródła informacji: własne, FIS

0 komentarzy
8

Może ci się spodobać