Kamil Stoch: Przeżyjmy to jeszcze raz! – Skok, który nie potrzebował zwycięstwa (Sapporo 2019)

przez Zofia Hunkiewicz

Karawana Pucharu Świata nie zatrzymuje się. Wszyscy doskonale znamy azjatycki punkt zawodów pierwszoligowych. Niejednokrotnie rezygnowaliśmy ze snu na rzecz śledzenia rywalizacji. Pamiętamy też najbardziej ikoniczne momenty z Japonii, takie jak rekordowy skok Kamila Stocha na 148.5 metra w Sapporo w 2019 roku.

ZOBACZ TEŻ: KAMIL STOCH: PRZEŻYJMY TO JESZCZE RAZ! – SYMBOLICZNY MOMENT DLA POLSKICH SKOKÓW NARCIARSKICH (ZAKOPANE 2011)

W drodze po kolejne sukcesy

Sezon 2018/2019 rozpoczął się w cieniu wielkich oczekiwań. Kamil Stoch miał za sobą lata absolutnej dominacji: Kryształowe Kule, medale olimpijskie, udane Turnieje Czterech Skoczni. Każdy kolejny start był już nie tylko sportową rywalizacją, ale porównywaniem z własną legendą. Tymczasem ten sezon był inny. Mniej spektakularny, jednak bardziej wymagający. Stoch nie wygrywał seryjnie, ale niemal zawsze był obecny. Na podium, w pierwszej dziesiątce i w grze o kolejne sukcesy.

Sezon zaczął się w Wiśle, gdzie wspólnie z Piotrem Żyłą, Jakubem Wolnym i Dawidem Kubackim sięgnęli po triumf w drużynowych zmaganiach. Następnie rywalizacja w Ruce przyniosła Polakowi podwójne podium, jako iż kończył na drugiej i trzeciej pozycji. Trzeci weekend w Niżnym Tagile był spokojniejszy, jednak Stoch zakręcił się niedaleko pudła, zdobywając czwarty wynik.

Czwarty weekend zaplanowany w niemieckim Tittisee Neustadt z powodu niesprzyjających warunków został odwołany. Niemniej jednak tydzień później, w Engelbergu zdołał uzyskać trzecią lokatę. Był to idealny moment, aby zaprezentować się jak najlepiej podczas Turnieju Czterech Skoczni. Stoch trzykrotnie zakończył zawody w pierwszej dziesiątce, zaś w Bischofshofen przerwał passę, wypadając po raz pierwszy poza czółówkę. Zawodnik zwieńczył turniej dwunastą pozycją, natomiast w klasyfikacji jako szósty. Co ciekawe, czwarty wynik w turnieju wywalczył Dawid Kubacki.

Z Austrii sportowcy udali się do Włoch, gdzie w Val Di Fiemme Kamil Stoch ponownie podwójnie stanął na najniższym stopniu. Ostatnim punktem przed zmaganiami w Azji były te na naszym domowym podwórku. Niestety Zakopane 2019 nie było dla Polaka drugiego dnia zbyt łaskawe. Skoczek z Zębu zajął 36. miejsce, tym samym po raz pierwszy nie zdobywając żadnych punktów. Chociaż warto wspomnieć, iż poprzedniej doby wspólnie z Piotrem Żyłą, Jakubem Wolnym i Dawidem Kubackim zadomowili się na brązowej pozycji.

Kamil Stoch, fot. Małgorzata Mikulska

„To były zwariowane zawody”

Okurayama w Sapporo to jedna z tych skoczni, które nie są ani nowoczesne, ani „przyjazne”. Stara konstrukcja, specyficzny próg, często zdradliwe warunki i brak marginesu błędu sprawiają, że każdy konkurs jest tam próbą charakteru. Dodatkowo śledzimy konkursy najczęściej w środku nocy. Ten 26 stycznia 2019 był rozrywany jednak o ósmej nad ranem naszego czasu. Do rywalizacji zakwalifikowało się sześciu reprezentantów naszego kraju, w tym przeziębiony Kamil Stoch.

Po pierwszej serii prowadził nieaktywny już Robert Johansson. Norweg poleciał na 141 metr, co przekładało się na najdłuższą próbę. Skaczący dziesięć metrów bliżej, jako drugi tymczasowo uplasował się Ryoyu Kobayashi. Trzeci wynik należał do Timiego Zajca. Słoweniec także poszybował daleko, bowiem uzyskał 140 metrową odległość. Czołową piątkę okupowali Stefan Kraft (132 m) i Roman Koudelka (134 m), zaś szósty wynik należał do Kamila Stocha. Polak skoczył 133 metry i tracił zaledwie 4.4 pkt. do podium.

Ostatecznie doszło do przetasowania topowej szóstki. Jako pierwszy z tej grupy skok oddawał Kamil Stoch. Aby objąć prowadzenie, skoczek musiał wylądował na około 130 metrze. Po odbiciu się w żadnym wypadku Polak nie zamierzał się na tym zatrzymać. Kamil Stoch przeskoczył wszystkie możliwe linie i wylądował na 148.5 metrze. Bez wątpienia ustanowił nowy rekord skoczni w Sapporo. Po skoku zawodnik jedynie złapał się za serce i głęboko odetchnął, w efekcie spektakularnie kończąc zmagania jako drugi. Konkurs wygrał Stefan Kraft (137 m), natomiast podium dopełnił będący wówczas liderem Johansson (127 m). Ponadto pucharowe punkty wywalczyli również 11. Piotr Żyła, 15. Dawid Kubacki i 27. Stefan Hula.

ZOBACZ PEŁNE WYNIKI KONKURSU

Swój nowo ustanowiony rekord, w rozmowie z TVP Sport, Stoch opisuje następująco:

„To był bardzo mocny wiatr pod narty i aż czułem, że mnie rozrywa na koniec. Trochę było tego ciśnienia, ale pomimo tego udało mi się dobrze dojść do wylądowania i z tego jestem zadowolony”

źródło, przegladsportowy.onet.pl

Drugiego dnia, podczas dla nas nocnego konkursu, Kamil Stoch zakończył rywalizację jako szósty (126.5 i 131.5 m). Co ciekawe, na półmetku zajmował dopiero jedenastą lokatę. W niedzielę, w tabeli wyżej umościł się Piotr Żyła (139.5 i 127 m). Będący pierwotnie trzecim zawodnikiem, finalnie spadł o jedno miejsce, dzierżąc je z Halvorem Egnerem Granerudem. 27 stycznia 2019 na podium znaleźli się Stefan Kraft, Timi Zajc oraz Ryoyu Kobayashi.

Podsumowanie

Sezon 2018/19 był dla polskiego mistrza niezwykle udany. Zaledwie raz wypadł z czołowej trzydziestki Pucharu Świata. Po świetnym pierwszym weekendzie w fińskiej Ruce, gdzie rozpoczął passę, jeszcze siedmiokrotnie stawał na podium, z czego dwukrotnie zwyciężał. Trzykrotny mistrz olimpijski zakończył cały sezon na 3. miejscu w klasyfikacji generalnej. Zdobył też medal podczas mistrzostw świata w Seefeld. Biało-czerwoni prowadzeni przez Stefana Horngachera zwyciężyli w tym sezonie również Puchar Narodów

Niestety w ostatnim sezonie Kamila Stocha, nie prześledzimy jego występów, bowiem po weekendzie w Zakopanem zadecydowano o przerwie i spokojnych treningach przed nadchodzącymi Mistrzostwami Świata w Lotach w Oberstdorfie. Toteż skoczek z Zębu nie poprawi swojego wyniku, jednak liczymy, iż już nikt nie odbierze mu rekordu na skoczni w Sapporo.

Na zakończenie zapraszamy na nasze media społecznościowe – Facebook, InstagramTikTok oraz Twitter. Ponadto zachęcamy do wsparcia naszej strony za pośrednictwem Suppi.

źródło: informacja własna, fis-ski.com, TVP Sport

0 komentarzy
4

Może ci się spodobać