Kamil Stoch: Przeżyjmy to jeszcze raz! – Zmiana warty (Planica 2011)

przez Małgosia Mikulska

Końcówka sezonu 2010/2011 w Planica była czymś znacznie większym niż tylko sportowym wydarzeniem. Owszem, był to ostatni konkurs zimy, ale dla polskich kibiców oznaczał coś znacznie poważniejszego – zamknięcie epoki. Adam Małysz kończył swoją wielką karierę, a wraz z nią kończył się jeden z najważniejszych rozdziałów w historii polskiego sportu. I właśnie w tym momencie, w cieniu ogromnych emocji i wzruszeń, pojawił się on – Kamil Stoch. Przeżyjmy to jeszcze raz!

Rok 2011 był pierwszym, w którym Kamil Stoch zagościł w ścisłej światowej czołówce. Kiedy Adam Małysz zdecydował o końcu swojej kariery, wszyscy pokładali nadzieję, że młody zawodnik z Zębu wypełni lukę po wielkim mistrzu. Ale jednocześnie wtedy był po prostu młodym, utalentowanym zawodnikiem, w którym widzieliśmy potencjał. Ale prawda jest taka, że niewielu wierzyło, jak daleko ten potencjał go zaprowadzi.

20 marca 2011 roku nad słoweńskim mamutem nie świeciło tylko marcowe słońce – nad skocznią unosił się duch wielkiej, dziejowej zmiany. Oficjalnie żegnaliśmy Adama Małysza, a wraz z nim zamykaliśmy rozdział, który zdefiniował współczesną Polskę. Wtedy, stojąc z biało-czerwonymi flagami pod skocznią, zadawaliśmy sobie jedno, lękliwe pytanie: jak będą wyglądać polskie skoki bez Orła z Wisły?

Jeden konkurs, który zmienił wszystko

Warunki w Planicy były dalekie od idealnych. Wiatr rozdawał karty, przerwy przeciągały się, a o sprawiedliwe warunki było trudno. Ostatecznie konkurs zakończył się po jednej serii. Ale tej jednej serii wystarczyło, by napisać historię.

Kamil Stoch oddał skok na odległość 215,5 metra. W trudnych warunkach, bez wielkiej przewagi wiatru pod narty, był to lot niemal kompletny. Dał mu prowadzenie, którego – mimo ataków rywali – nikt już nie odebrał. To było jego trzecie zwycięstwo w karierze. Trzecie z… trzydziestu dziewięciu.

Dziś ta liczba robi ogromne wrażenie. Jeszcze bardziej symboliczne jest to, że dokładnie na tej samej liczbie zatrzymał się licznik zwycięstw Adama Małysza. Wtedy jednak nikt o tym nie myślał. Przy poruszających słowach Włodzimierza Szaranowicza, kibice ze wzruszeniem oglądali piękny pokłon, jaki Kamil oddał Małyszowi, tuż przed wejściem na najwyższy stopień podium i wysłuchaniem Mazurka Dąbrowskiego. Obaj ubrani w góralskie stroje. Obaj poruszeni – jeden, ze wspomnieniami wielkich sukcesów – drugi, z głową pełną marzeń.

Robert Kraniec, Kamil Stoch, Adam Małysz, źródło: Berkutchi

Emocje, których nie da się powtórzyć

Gdy chwilę później na belce usiadł Małysz, świat jakby się zatrzymał. Jego 216 metrów dało mu miejsce w czołowej trójce. Obok niego stanął Stoch. To było jedyne takie podium w historii. Symboliczne. Wzruszające.

Z jednej strony mistrz, który przez lata niósł na barkach oczekiwania całego kraju. Z drugiej – zawodnik, który dopiero miał nauczyć się, jak to jest być na jego miejscu. W tamtym momencie wszyscy zadawali sobie jedno pytanie: co dalej?

Bo choć wierzyliśmy w Kamila, choć widzieliśmy jego talent, to trudno było sobie wyobrazić, że przez kolejne lata stanie się jednym z najlepszych skoczków świata. Że będzie wygrywał Turniej Czterech Skoczni, zdobywał Kryształową Kulę, złote medale olimpijskie. Że stanie się idolem kolejnych pokoleń. A jednak – właśnie wtedy zaczęła się ta historia.

„Nie będę drugim Małyszem”

Już wtedy Stoch jasno stawiał sprawę: „nie będę drugim Małyszem!”

A kilka lat później, już po swoich wielkich sukcesach podkreślał na łamach TVP Sport: „Jako ludzie, lubimy się porównywać do innych – ja sam to robię i zdaję sobie sprawę, że przez kibiców czy dziennikarzy będę porównywany do innych zawodników. Tak samo inni zawodnicy będą porównywani do mnie. Nie wiem czy wyszedłem z cienia Małysza, bo nigdy w nim nie byłem. Zawsze podkreślałem, że jestem innym zawodnikiem, że każdy z nas pisze własną historię„.

I dokładnie to zrobił. Nie próbował kopiować. Nie próbował dorównać wprost. Zbudował własną drogę.

Kamil Stoch, fot. Małgorzata Mikulska

Historia zatacza koło

Dziś znów stoimy w podobnym miejscu. Po raz kolejny pojawiają się pytania o przyszłość polskich skoków. I nie są one bezpodstawne.

Młodzi zawodnicy – jak choćby Kacper Tomasiak – już teraz mierzą się z ogromnymi oczekiwaniami. Choć trzeba powiedzieć to wprost: nakładanie na 19-latka ciężaru „następcy” to najprostsza droga do tego, by go przytłoczyć.

Znów kończy się era, tym razem ta „Stochowa”, a my znów nerwowo spoglądamy na listę startową w poszukiwaniu zbawcy. Termin „przekazanie pałeczki” odmieniamy przez wszystkie przypadki.

Scenariusz sprzed 15 lat nie powtórzy się kropka w kropkę – kontuzjowany Kacper Tomasiak nie pojawi się w Planicy, by w blasku fleszy powtórzyć wyczyn Kamila. I być może to dobrze. Ciężar oczekiwań wobec niego i jego rówieśników jest ogromny, ale lekcja z Planicy 2011 uczy nas jednego: pozwólmy im być sobą.

Nie szukajmy „trzeciego Małysza” ani „drugiego Stocha”. Pozwólmy Kacprowi, Pawłowi czy Klemensowi pisać własne opowieści, bez przyklejania łatki „następcy”. Kamil Stoch udowodnił, że można wyjść z ogromnego cienia i samemu błyszczeć na skoczniach całego świata.

Zamykamy właśnie wspaniały rozdział polskiego sportu. Rozdział pełen wzruszeń, który zaczął się na dobre właśnie tam, w marcu 2011 roku, gdy Kamil Stoch po raz trzeci uniósł ręce w geście triumfu. Dziękujemy, Kamil, za każdą z tych trzydziestu dziewięciu chwil, które pozwoliły nam wierzyć, że niemożliwe nie istnieje.

Bo jeśli coś nauczyła nas tamta niedziela sprzed 15 lat w Planicy, to właśnie tego, że tam najpiękniejsze sportowe opowieści dopiero się zaczynają.

Seria „Kamil Stoch: Przeżyjmy to jeszcze raz!”

Przez długie 19 tygodni emocjonowaliśmy się wspólnie sezonem olimpijskim. W tym czasie przygotowywaliśmy się na to, co nieuniknione. Po ogłoszeniu zakończenia kariery przez Rakietę z Zębu staraliśmy się Wam przybliżyć najpiękniejsze wspomnienia związane z Kamilem Stochem. Dziękujemy, że byliście z nami!

Na zakończenie zapraszamy na nasze media społecznościowe – Facebook, InstagramTikTok oraz Twitter.
Ponadto zachęcamy do wsparcia naszej strony za pośrednictwem Suppi.

źródła: informacja własna, FIS, Eurosport Polska, TVP Sport, Polskie Radio

0 komentarzy
0

Może ci się spodobać